sobota, 17 marca 2018

READ ME OUT: Dziewczyna z kabiny nr 10

READ ME OUT: Dziewczyna z kabiny nr 10
"Jak powstrzymać mordercę, skoro nikt nie wierzy w jego istnienie? Szeregowa dziennikarka Lo Blacklock dostaje od przełożonej życiową szansę: ma zdać relację z dziewiczego rejsu luksusowego statku wycieczkowego Aurora Borealis, którego właścicielem jest znany brytyjski milioner. Wszystko wskazuje na to, że czeka ją podróż marzeń, a jeśli dobrze się spisze, wreszcie zasłuży na upragniony awans. Niestety już pierwszej nocy rejs zamienia się w koszmar. Krzyk dochodzący zza ściany, odgłos ciała wyrzucanego za burtę i ślady krwi na balustradzie sąsiedniej werandy sprawiają, że Lo podnosi alarm. Ale na pokładzie nikogo nie brakuje, więc załoga nie chce uwierzyć w jej wersję wydarzeń. Dziennikarka rozpoczyna śledztwo na własną rękę…"

Z twórczością Ruth Ware spotkałam się pierwszy raz, a historia, która wydarzyła się w jej książce, do złudzenia przypomina „Dziewczynę z pociągu”. Świadoma stylizacja czy przypadkowy zabieg? Oceńcie sami.
Lo Blacklock – czyli główna bohaterka – to młoda kobieta w wieku około 30 lat, która chętnie sięga po kieliszek wina, czasem dwa, ewentualnie siedem. Od dziesięciu lat zajmuje to samo stanowisko i gdy w końcu nadarza się okazja, aby rozwinąć swoją karierę – postanawia z niej skorzystać.
Kreacja bohaterki, która ma problem alkoholowy i jednocześnie uzależniona jest od leków antydepresyjnych to dla mnie nieco naciągany zabieg. Czy szanowana redakcja naprawdę zgodziłaby się wysłać osobę z takimi pobudkami na rejs, w którym uczestniczą osoby z najwyższych sfer? Czy zafundowałaby jej luksusową podróż i życie jak królowa wśród najbardziej szanowanych ludzi? Ale trzeba przyznać, że na pewno był to zabieg, który wprowadził w historię nutę zamętu i zwątpienia na temat tego, czy akcja dzieje się naprawdę, czy są to jedynie urojenia naszej bohaterki.
W książce pojawia się mnóstwo bohaterów (nawet jedna Polka za co plus!), ale momentami ciężko się w tym połapać. Ruth Ware funduje nam jednak historię, od której nie można się oderwać. Już od pierwszych stron książki w życiu bohaterki zmienia się wiele, a napięcie, które temu towarzyszy zaprzyjaźnia się z czytelnikiem i zostaje z nim do ostatnich stron. Jeśli jesteście pewni, że rozwiązaliście zagadkę i znacie odpowiedź na pytanie co tak naprawdę wydarzyło się podczas rejsu, to muszę was zmartwić – zanim skończycie czytać książkę na pewno zmienicie swoje zdanie i to kilkukrotnie! A samo zakończenie zaserwuje wam piękny deser w postaci całkowicie odmiennej i zaskakującej prawdy.

niedziela, 11 lutego 2018

Blind Mascara czyli test w ciemno

Blind Mascara czyli test w ciemno

Hej hej, 

luty upływa mi w towarzystwie testów kosmetycznych (na co nie mogę narzekać) i dziś krótki post o kolejnym z nich!
Ostatnio otrzymałam maskarę "w ciemno", czyli nie dostałam żadnej informacji na temat marki tego produktu ani wskazówek mogących ułatwić mi zadanie. Uwielbiam niespodzianki i wszystko co z tym związane, więc szybko zgodziłam się na taką propozycję! Jeśli chodzi o moje rzęsy to są one długie, ale proste i od bardzo dawna poszukuję odpowiedniej maskary.  Stety niestety należę do osób wymagających i nie zadowalam się byle czym. Jak poradził sobie ten produkt i jakiej jest marki? O tym poniżej.





Szczoteczka dobrze rozdziela rzęsy i dokładnie je maluje, nie odczułam tzw. sklejenia. Zaaplikowany tusz nie wysycha i nie kruszy się, utrzymuje się bardzo dobrze i pięknie podkręca rzęsy co mnie bardzo cieszy, bo taki efekt udawało mi się otrzymać do tej pory jedynie z pomocą zalotki i bazy. Jest lekki i rzęsy dzięki niemu nie opadają. Przy demakijażu bardzo łatwo można go zmyć i nie pozostawia problematycznych czarnych plam wokół oczu.  Do testów otrzymałam wersję mini, ale na pewno zaopatrzę się w produkt pełnowymiarowy i z całego serca polecam Wam zrobić to samo! 
Wraz z tuszem otrzymałam notkę z informacjami na temat składu (plus za prowitaminę B5), internetową ankietą i tajnym hasłem dla testerek. Po wypełnieniu wszystkich kroków w końcu otrzymałam informacje o dacie premiery i szczegółach produktu. Uwaga uwaga jest to maskara firmy BENEFIT COSMETICS o nazwie BADgal BANG! którą możecie kupić między innymi w Sephorze (139,00 zł). 
Miłość jest ślepa nabrało dla mnie całkiem nowego znaczenia, a ten tusz zdecydowanie zagości na mojej półce na długi czas.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Beauty: Rimmel Lasting Finish - Test

Beauty: Rimmel Lasting Finish - Test

Cześć wszystkim!

Pierwszy post w tym roku piszę dla was we współpracy z marką Rimmel, która na pewno jest wam dobrze znana. W ubiegłym tygodniu otrzymałam od nich paczkę z dwoma podkładami Rimmel Lasting Finish Breathable w odcieniu 100 Ivory oraz 101 Classic Ivory. Jeśli jesteście ciekawi pierwszych wrażeń to zapraszam do dalszej lektury. 



W ostatnim czasie używałam podkładu również od marki Rimmel, ale z serii Match Perfection o odcieniu 100 Ivory. RLF i RMP pomimo potencjalnie tego samego koloru bardzo się od siebie różnią i niestety produkty, które otrzymałam są dla mnie nieco zbyt ciemne. Jeśli chodzi o zalety to z pewnością należy wspomnieć o lekkości podkładów, są bardzo delikatne, nie wywołują efektu maski i idealnie nadają się do codziennego użytku. Posiadają dość nietypowy aplikator (widoczny na pierwszym zdjęciu), który w znacznym stopniu ułatwia rozprowadzanie produktu. Trwałość to nie tylko słowo znajdujące się w nazwie, w moim przypadku Lasting Finish spokojnie utrzymywał się nawet przez 12 godzin i nie spływał po połowie dnia spędzonego w pracy. Nie zauważyłam też żeby gdziekolwiek się ważył, trzymał się równomiernie i jednolicie. 
Nie jest to jednak podkład, który nadaje się do wymagającej cery. Jeśli zmagacie się z przebarwieniami bądź intensywnym trądzikiem to radzę poszukać czegoś z mocniejszym kryciem.  


Zachęcam was do publikowania zdjęć waszych makijaży na bazie Rimmel Lasting Finish na Instagramie! Oznacznie @rimmellondonpl, najlepsze zdjęcia trafią na ich oficjalną stronę. :)

Jestem ciekawa wasznych opinii na temat tego produktu, dlatego zapraszam do komentowania i dzielenia się własnymi doświadczeniami. Może polecacie zupełnie coś innego? Dajcie znać. 
Buziaki!

piątek, 15 grudnia 2017

Christmass gifts ideas

Christmass gifts ideas

Cześć! 

Jeśli nadal nie macie pomysłu na świąteczny prezent, podrzucam wam kilka propozycji, w różnych zakresach cenowych.

  1. Kalendarz/planner - odkąd mam mnóstwo obowiązków i totalny brak czasu, bardzo doceniam wszelkie formy organizacji swojego życia. Ta rzecz idealnie sprawdzi się zarówno do zapisywania sprawdzianów i wyjazdów, czy bardziej zaawansowanych aspektów. / cena ok. 30 zł.
  2. Etui - żyjąc w erze pośpiechu i wszechobecnych telefonów, dobrze jest mieć coś, co ochroni nasz niezbędny gadżet. / Zofia Chylak, 190 zł.
  3. Perfumy - najbardziej uniwersalny prezent, osobiście lubię mieć w swojej kolekcji kilka różnych zapachów i dobierać je w zależności od okazji. Jeśli znacie gust osoby, dla której prezentu szukacie, na pewno wybierzecie coś spośród szerokiego asortymentu dostępnego na rynku. / YSL Black Opium, ok. 300 zł
  4. Skórzany pasek - element, który noszę dosłownie zawsze i dosłownie do wszystkiego. Warto zainwestować w jeden porządny, który sprawdzi się na lata. / Bellera, 189 zł.
  5. Biżuteria - klasyczny prezent dostępny w wariantach stonowanych oraz wzbogaconych estetycznie, idealny zarówno na urodziny, rocznice jak i święta! Na pewno każda kobieta będzie z niego zadowolona.
  6. Olejek do pielęgnacji - wybrałam malinowy z Ministerstwa Mydła, które jest moim najnowszym odkryciem i w którym jestem całkowicie zauroczona! / 19 zł.

Jeśli nic z propozycji nie przypadło wam do gustu pamiętajcie - książka, puszyste papcie oraz kosmetyki to zawsze dobry pomysł! :)

wtorek, 24 października 2017

Autumn vibes

Autumn vibes

H&M turtleneck, Reserved skirt, Born2be shoes


Copyright © 2016 PAULINA KOBZA , Blogger