środa, 10 października 2018

READ ME OUT: Przeczytane - wrzesień

READ ME OUT: Przeczytane - wrzesień

Cześć wszystkim! 

Wrzesień był dla mnie dość łaskawy jeśli chodzi o czas, więc przedstawiam Wam pozycje, które udało mi się pochłonąć przez ostatni miesiąc. Różne gatunki, więc możliwe, że znajdziecie coś dla siebie. Zapraszam!


1. Jo Nesbo - Łowcy głów

"Roger Brown uważa się za najlepszego i zarazem najbardziej niedocenianego łowcę głów w Norwegii. Ma zbyt piękną żonę i zbyt drogą willę, dlatego zbyt często musi kraść dzieła sztuki. Kiedy poznaje Clasa Greve, szczęśliwego posiadacza bezcennego obrazu Rubensa, postanawia wykorzystać szansę i zrobić decydujący krok w stronę finansowej niezależności… Akcja powieści toczy się w świecie finansowej elity i w przestępczym podziemiu. Morderstwa, spektakularne pościgi i oszałamiające tempo zdarzeń. Polowanie na głowy trwa…."

Choć książka uchodzi za jedną z najbardziej udanych dzieł autorska Nesbo, mi niestety nie do końca przypadła do gustu. Pierwsza połowa książki mnie zwyczajnie nudziła, dopiero później akcja zaczęła się ciekawie rozkręcać.
Ocena 6/10

2. Tomasz Parkita - Intymność kosmosu
"Adam Szydera, bezrobotny pisarz i wolnomyśliciel, spędza dzień za dniem w podłej kieleckiej knajpie o nazwie Cicha Wóda. Nieustannie rozpamiętując swoje rozstanie z ukochaną, wlewa w siebie litry alkoholu i toczy dysputy z barmanem na temat wydarzeń, które elektryzują opinię publiczną na całym świecie: oto chińska ekspedycja ląduje po ciemnej stronie Księżyca i znajduje tam wylegującego się na leżaku... Boga. Czy uda się sprowadzić go na Ziemię? Jak to sensacyjne odkrycie wpłynie na polską rzeczywistość? I co wspólnego ma z tym wszystkim Adam Szydera?"

Z pomysłem, z dystansem i z dość ciekawym wykonaniem. Niestety ciekawa postać Boga pojawia się jedynie epizodycznie. 7/10

3. Marcin Pełka - Pogięte bajki
"Pinokio napada na bank. W wiosce Smerfów narasta konflikt związany z wyścigiem o rękę Smerfetki, kryzys gospodarczy zmusza ekipę krasnoludków do pracy na kontrakcie w Kolumbii, a między Bolkiem i Lolkiem dochodzi do rękoczynów... W tym zbiorze bajek tylko dla dorosłych wszystko jest możliwe! Poznajcie nowe, zaskakujące i szalone przygody bohaterów opowieści, które z pewnością pamiętacie z dzieciństwa – tym razem w wersji pełnej czarnego humoru, ironii i groteski. Może się okazać, że seks, używki i poważne dylematy egzystencjalne dotyczą wszystkich, z Czerwonym Kapturkiem i krasnoludkami włącznie."

Rubaszny humor, dobre żarty i konkretne pointy. Bajki, które znamy wydane zupełnie w innej wersji. Na pewno warto umilić sobie wieczór tą książką! 8/10

4. Joanna Kupniewska - Gdy Bóg zmrużył oczy
"Gdy Beata po wypadku samochodowym trafia do szpitala, ma wrażenie, że całe jej życie legło w gruzach. Już nigdy nie stanie na nogach, nigdy nie poczuje piasku pod stopami, nie pobiegnie po świeżej, zielonej trawie... Zamiast planować ślub z ukochanym, tkwi na oddziale rehabilitacji i pogrąża się w rozpaczy, wierząc, że właśnie straciła szansę na normalne życie. Zaabsorbowana swoją frustracją, nie potrafi dostrzec, jak ogromne tragedie dotknęły innych pacjentów oddziału. Pewnego dnia jednak uświadomi sobie, że dostała od Boga drugą szansę – szansę, której nie wolno jej zmarnować. Czy mimo mozolnej i ciężkiej rehabilitacji uda jej się ponownie odnaleźć radość i sens życia? Czy spotka kogoś, kto pomoże jej otrząsnąć się z traumy? Czy wyjdzie zwycięsko z nierównej walki o własne marzenia?"

Pomimo dystansu i humoru, który przepełnia książkę, upór i negatywne podejście głównej bohaterki psują pozytywne wrażenie. Fragmenty, które ukazują pokonywanie własnych barier i determinację, zakończone zostały płaczem Beaty, odrzuceniem potencjalnego związku z idealnym mężczyzną, a nawet próbą samobójczą. Pod koniec książki niestety zaczęłam się już męczyć. Jednakże ze względu na sympatię do stylu pisarki z pewnością chętnie sięgnę po inną jej propozycję. 6/10

5. JP Delaney - W żywe oczy
"Claire kłamie zawodowo. Wydaje się, że jest stworzona do roli, w którą się wcieli. Na zlecenie firmy prawniczej specjalizującej się w sprawach rozwodowych ma demaskować niewiernych mężów i dostarczać niezbitych dowodów ich zdrady. To ona ma dyktować reguły gry. Gdy „klientem” Claire zostaje interesujący profesor Patrick Fogler, stawka gwałtownie rośnie. W grze gęstej od mrocznego uwodzenia, manipulacji i niedopowiedzeń role zaczynają się niebezpiecznie odwracać..."

Książce towarzyszy mroczny klimat, naprawdę nie da się od niej oderwać! Kiedy już myślisz, że rozwiązałeś zagadkę, Delaney sprytnie podcina ci skrzydła i pokazuje, że tylko on wie, jak dalej potoczy się historia - i z pewnością nie będzie to Twoja wersja. 8/10

Zostawcie proszę komentarz dotyczący tego, co planujecie przeczytać jesienią! 
Chętnie sprawdzę nowe pozycje :)

poniedziałek, 1 października 2018

FASHION: Zara dress

FASHION: Zara dress



Zara dress H&M jacketBorn2be shoes 

poniedziałek, 24 września 2018

FASHION: Last warm days

FASHION: Last warm days



Vintage TOP
Zara Blazer
Urban Outfitters Mom Jeans
Adidas Stan Smith 

niedziela, 23 września 2018

FASHION: changes

FASHION: changes

 



Vintage shirt
DIY jeans
H&M Bag
Born2be shoes




poniedziałek, 10 września 2018

BEAUTY: Skincare - ulubieńcy

BEAUTY: Skincare - ulubieńcy
 

Cześć wszystkim!

Dawno nie było nic z serii beauty, więc czas to nadrobić. Dzisiaj krótko przedstawię Wam kilka produktów, które u mnie sprawdziły się doskonale i które mogę wam szczerze polecić. Lecimy!

Jeśli chodzi o oczyszczanie twarzy:
1) Czarna Maska Pilaten - maseczka peel-off, której nie muszę wam przedstawiać. Przy jej odpowiednim zastosowaniu (tj. po zastosowaniu "parówki" i dobrym otwarciu porów) znacząco poprawia czystość skóry. Swoją kupiłam w Douglasie kilka miesięcy temu i jest naprawdę wydajna.
2) Emulsja do mycia twarzy Oillan - ten produkt pokochała również moja siostra! Emulsja ma bardzo płynną, przyjemną konsystencję, dokładnie oczyszcza twarz, a w połączeniu z szczoteczką soniczną stała się ulubionym elementem wieczornej rutyny.

Nawilżanie:
1) Hydro-aktywny żel pod oczy Oillan - nawilża wysuszony naskórek pod oczami i pomaga w pozbyciu się podkrążonych oczu. Więcej na temat marki Oillan pisałam już wcześniej. Po kilku miesiącach używania produktu jestem jak najbardziej zadowolona.
2) Krem matująco-nawilżający Lumene - lekki, przyjemny, delikatny, wodnisty i o pięknym zapachu. Czego chcieć więcej? Przebywając na wakacjach i nie mając ochoty na makijaż używałam właśnie tego kremu i zdecydowanie stał się moim ulubieńcem. Dobrze nawilża, nie wywołuje efektu maski, szybko się wchłania, a cera po jego regularnym stosowaniu staje się promienna! 
3) Krem Embryolisse - ulubieniec makijażystek i modelek z całego świata, jakże popularny na Instagramie i nie ma się czemu dziwić! Krem ujednolica kolor skóry, w moim przypadku przy długotrwałym stosowaniu w znacznym stopniu usunął przebarwienia na policzkach i zniwelował czerwone plamy. 
4) Maść z witaminą A - tego produktu używam już od kilku lat w okresie jesienno-zimowym. Dobrze nawilża przesuszoną w tym okresie skórę i jestem przekonana, że wiele z was go posiada. Klasyk, który kosztuje grosze, a zdecydowanie przyda wam się podczas mroźnych dni!


Czego waszym zdaniem brakuje na tej liście?
Chętnie przygarnę nowe kosmetyki!


poniedziałek, 3 września 2018

Read me out: JP Delaney "W żywe oczy" - RECENZJA PRZEDPREMIEROWO!

Read me out: JP Delaney "W żywe oczy" - RECENZJA PRZEDPREMIEROWO!


"Spotkał ją. Uwierzył jej. Nie powinien.
Nawiąż rozmowę z wyznaczonym mężczyzną. Nie bądź za szybko bezpośrednia. To on musi złożyć propozycję, a nie na odwrót. Zarejestruj całą rozmowę. Claire kłamie zawodowo. Wydaje się, że jest stworzona do roli, w którą się wcieli. Na zlecenie firmy prawniczej specjalizującej się w sprawach rozwodowych ma demaskować niewiernych mężów i dostarczać niezbite dowody ich zdrady. To ona ma dyktować reguły gry. Gdy „klientem” Claire zostaje interesujący profesor Patrick Fogler, stawka gwałtownie rośnie. W grze gęstej od mrocznego uwodzenia, manipulacji i niedopowiedzeń role zaczynają się niebezpiecznie odwracać..."






"W żywe oczy" to moja pierwsza przygoda z autorem bestelleru "Lokatorka". Pomimo, że na swojej liście czytelniczych zobowiązań od dawna widnieją już inne pozycje, postanowiłam rozpocząć jednak właśnie od tej książki. Czy było warto? Sprawdźcie!

Historia jest prosta - martwe ciało w pokoju hotelowym, podejrzany mąż i początkująca aktorka, która na przemian odgrywa rolę oprawcy i ofiary. Prosta historia okazuje się być prostą jedynie z pozoru.

Pierwszą połowę książki przeczytałam w okamgnieniu. Akcja rozkręca się już od pierwszych stron, a każde kolejne przerzucane były tak automatycznie, że straciłam poczucie czasu. Świetna kreacja bohaterów, mnóstwo zwrotów akcji, a autor manipuluje czytelnikiem tak dobrze, że nie wiem czy powinnam być pod wrażeniem jego talentu, czy jednak wściekać się, że robi mnie w przysłowiowego konia. 

Książce towarzyszy mroczny klimat, naprawdę nie da się od niej oderwać! Kiedy już myślisz, że rozwiązałeś zagadkę, Delaney sprytnie podcina ci skrzydła i pokazuje, że tylko on wie, jak dalej potoczy się historia - i z pewnością nie będzie to Twoja wersja.

Atmosfera charakterystyczna dla thrillerów podkręcona zostaje poprzez fascynację głównego bohatera twórczością Boudelaire'a, uznawanego za "poetę przeklętego". Wiersze dotyczące śmierci, sposobów mordowania innych osób oraz męki, piętnowały ciągle rosnące napięcie. Kiedy jednak okazuje się, że ten specyficzny poeta posiada całe grono swoich wielbicieli, którzy pragną urzeczywistnić jego makabryczną twórczość - już sama przestałam wierzyć, kto naprawdę skrywa w sobie psychopatyczną naturę, a kto jedynie udaje. 

Gdybym mogła pominąć jeden wątek zawarty w książce - z pewnością byłyby to próby do wystawienia sztuki Baudelaire'a na Broadway'u. Jednakże staranny i dokładny opis przeprawy przez mroczne katakumby, a także wycieczki po Paryżu śladami Boudelaire'a z pewnością to zrekompensowały.

Jeśli szukacie czegoś na nadchodzące jesienne wieczory, to jak najbardziej polecam!

Ocena: 7/10.

Premiera książki już 5.09.2018 r.
Za przedpremierowy egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte

środa, 29 sierpnia 2018

White shirt obsession

White shirt obsession

 




Tohshop shirt, Zara Pants, H&M bag

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

White shirt

White shirt




poniedziałek, 30 lipca 2018

Beauty: Lumene x Hairstore.pl

Beauty: Lumene x Hairstore.pl

Cześć wszystkim!

Dziś otrzymałam paczkę do testowania od marki HairStore. Ku mojemu zaskoczeniu nie znajdowały się w niej jednak kosmetyki do pielęgnacji włosów. 
Przesyłka zawierała kosmetyki marki Lumene:
- Krem matująco-nawilżający
- Prasowany puder matujący

Marka Lumene jest mi całkowicie obca i jestem ciekawa jak sprawdzi się w testach. 

 

O efektach działań będę informować na moim Instagramie 6 oraz 7 sierpnia. 
Zapraszam!

poniedziałek, 23 lipca 2018

Velvet

Velvet


H&M top and shorts

poniedziałek, 16 lipca 2018

poniedziałek, 9 lipca 2018

Summer

Summer





Vintage top, Pulll&Bear skirt, Nike shoes

środa, 4 lipca 2018

Jak wygląda obrona pracy licencjackiej?

Jak wygląda obrona pracy licencjackiej?

Cześć wszystkim! 

Za mną pierwsza obrona w życiu (i na pewno nie ostatnia!). Jak było? Czy to faktycznie tylko formalność czy może jednak skomplikowany egzamin dyplomowy? Zapraszam do lektury! 

Obrona była dla mnie najbardziej stresującym elementem całego toku studiów. Zdecydowanie nie jestem fanką egzaminów ustnych i lepiej czuję się w testach pisemnych. Jako, że nie wiedziałam czego się spodziewać, ze względu na brak doświadczenia w kwestii obrony, poziom mojego stresu sięgał apogeum. 

Przygotowanie: przed obroną nie uzyskałam od promotora pytań, które mogą się pojawić na egzaminie dyplomowym. Ba! Nie otrzymałam nawet określonego zakresu, z którego powinnam się przygotować. Był to całkowity spontan i sprawdzenie mojej wiedzy "z marszu". Na szczęście w temacie swojej pracy czułam się bardzo dobrze. Miałam świadomość, że poprzez proces przygotowywania jej zdobyłam dużą wiedzę i że ta wiedza będzie wystarczająca, by się wybronić. Nie poprzestałam jednak na samych nadziejach i domysłach. Na tydzień przed obroną wypożyczyłam kilka kluczowych, użytych w mojej pracy książek, które przeczytałam w całości i z których zrobiłam notatki. Dzień przed obroną przeczytałam "na świeżo" swoją pracę licencjacką i powtórzyłam wnioski z badań, które przeprowadziłam.

Obrona: na obronę proszono nas w określonej kolejności - dla mnie był to duży minus, bo chciałam wejść jako pierwsza i mieć to już za sobą. Wywołana jako trzecia, weszłam (o dziwo) całkowicie wyluzowana i pewna siebie. Przewodnicząca komisji przywitała mnie i poinformowała o schemacie , według którego przebiegnie obrona. Następnie otrzymałam dwa pytania od promotora, które dotyczyły napisanej przeze mnie pracy (moim zdaniem były proste, posiadały bardzo szeroki zakres, dzięki czemu miałam możliwość mówienia na wiele tematów). Trzecie pytanie zadane zostało przez recenzenta pracy i dotyczyło programu studiów. Nie było związane z moją pracą i było od niej całkowicie oderwane. Na szczęście - pomimo zaskoczenia i chwilowego wybicia z rytmu - po chwili namysłu ułożyłam spójną, poprawną odpowiedź na pytanie. Atmosfera, w której przebiegała obrona była bardzo luźna i nie przypominała egzaminu, od którego zależy istotna część studiów.

Całość obrony trwała 10-15 minut. Był to zdecydowanie jeden z przyjemniejszych, jeśli nie najprzyjemniejszy egzamin w trakcie studiów. Komisja egzaminacyjna nie utrudniała obrony pracy, pytania były odpowiednio dostosowane, a rozmowa przebiegła niczym zwykła rozmowa podczas dyżuru wykładowcy. Jeśli stresujecie się obroną - nie ma czego! Jeśli wasza praca została napisana samodzielnie, dobrze czujecie się w jej temacie, a promotor dodatkowo ułatwił wam obronę i podał zagadnienia - to będzie czysta formalność. 

Trzymam kciuki za zdających i życzę powodzenia!  

poniedziałek, 25 czerwca 2018

BEAUTY: Oillan - Recenzja

BEAUTY: Oillan - Recenzja

Cześć wszystkim!

Dziś przychodzę do Was z recenzją kosmetyków marki Oillan, której produkty miałam okazję w ostatnim czasie przetestować. Jeśli jesteście ciekawi efektów po miesiącu użytkowania to zapraszam na krótki wpis.

Paczkę otrzymałam około czterech tygodni temu, znajdowały się w niej: emulsja do mycia twarzy, krem regenerujący pod oczy, hydroaktywny żel pod oczy oraz tonujący krem. Ze wszystkich produktów najbardziej interesowało mnie działanie produktów pod oczy, ponieważ mam tendencję do podkrążonych oczu i sińców pod nimi, przez co wyglądam na zmęczoną, nawet wtedy, kiedy taka nie jestem.

Przyznam szczerze, że o marce dowiedziałam się dopiero kilka tygodni temu. Lubię testować marki, które nie są mi znane i próbować nowych rzeczy. W tym przypadku przez cały okres korzystania z tych kosmetyków towarzyszyły mi pozytywne odczucia. 


Emulsja do mycia twarzy w połączeniu z soniczną szczoteczką to strzał w 10! Znacznie poprawiła stan mojej cery, usuwa zbędne sebum i ogranicza jego nadmierną produkcję. Po jej użyciu skóra staje się delikatna, gładka i wypoczęta. Mleczna konsystencja dobrze rozprowadza się na twarzy i nie powoduje problemów przy zmywaniu. Idealna do codziennej pielęgnacji i zdecydowanie mój ulubieniec z tego zestawu!

Żel pod oczy z kwasem hialuronowym oraz krem pod oczy z masłem shea i olejkiem arganowym znacznie zniwelowały sińce pod oczami, wygładziły koloryt skóry i ją odświeżyły. Ślady zmęczenia w dużym stopniu zmniejszyły się, a do uzyskania takiego efektu nie była potrzebna duża ilość produktów. Bardzo wydajne i efektywne, zdecydowanie warto mieć je w swojej szafce. 

Krem tonujący (czyli połączenie kremu i podkładu) był dla mnie niestety zupełnie nietrafiony. Kolor całkowicie nie współgrał z moją karnacją, na twarzy wyglądał po prostu pomarańczowo i ciężko było go rozprowadzić. Konsystencja mocno klejąca i obciążająca twarz. 

Trzy z czterech produktów okazały się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Pomimo niezadowolenia z kremu tonującego, zdecydowanie mogę wam polecić resztę produktów. W mojej pielęgnacji pojawią się z pewnością jeszcze wiele razy!

Za możliwość przetestowania dziękuję marce Oillan. 


A wy znacie markę Oillan? Jakie produkty są waszym must-have w pielęgnacji?


poniedziałek, 18 czerwca 2018

FASHION: On my mind

FASHION: On my mind

Zara dress and bag, Mango flats, Medicine earrings 

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Fishnet bag

Fishnet bag


Urban Outfitters mom jeans, Vintage top, Adidas Stan Smith shoes

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Silk pants

Silk pants






Selfieroom off-shoulders top, Monki pants,Adidas Stan Smith Shoes

poniedziałek, 28 maja 2018

Gdzie zjeść w Krakowie?

Gdzie zjeść w Krakowie?

Cześć wszystkim!

Jako, że uwielbiam jeść, postanowiłam podzielić się z wami kilkoma ulubionymi miejscówkami z dobrym jedzeniem (i nie tylko). Będąc w Krakowie polecam je odwiedzić nie tylko ze względu na kuchnię, ale również i klimat, który tam panuje. Poniżej przedstawiam kilka moich ulubionych miejsc. Zapraszam!

1. Charlotte
 
Zdecydowanie jedno z ulubionych miejsc, jeśli chodzi o samo serce Krakowa. Charlotte usytuowane jest na Placu Szczepańskim w sąsiedztwie Rynku Głównego, ale dzięki umiejscowieniu lokalu w pobocznej uliczce, w konsumpcji posiłków/napojów na dworze (nie, nie na polu) nie przeszkadzają nam tabuny turystów. W Charlotte polecam przede wszystkim pyszną kawę oraz wypieki, a także kanapki i tradycyjne śniadanie Charlotte (biała czekolada + malina = niebo). 


2. Międzymiastowa

Względnie nowa restauracja swoim klimatem i pysznym jedzeniem zdecydowanie podbiła moje serce. Dobre miejsce kiedy chcemy coś uczcić lub świętować (głośna muzyka zdecydowanie nie sprzyja spotkaniom biznesowym czy nauce), a miła i profesjonalna obsługa zawsze spisuje się na medal. Plusem MM są codzienne promocje (śniadanie do kawy za 1 zł, dwie pizze w cenie jednej, dwa drinki w cenie jednego itd.), które są stałe. W tej restauracji zdecydowanie polecam właśnie pizze oraz drinki!


3. Trattoria Degusti
Eleganckie, nowe miejsce w bliskim sąsiedztwie Głównego Rynku. Do dyspozycji gości oddana jest zarówno zamknięta sala na parterze, słoneczna sala na piętrze oraz odkryty taras. Dobre miejsce dla turystów, jeśli posiłki spożywane są na tarasie, wtedy widoczny jest kawałek Rynku Głównego. Idealne miejsce na randkę oraz dla osób, które lubią odwiedzać eleganckie restauracje. Tutaj również polecam pizzę!


4. U Tomasza 20

Najnowsze odkrycie, które stało się jednym z moich ulubionych miejsc. Sąsiedztwo Rynku Głównego, boczna, mało uczęszczana uliczka. Hipsterski wystrój, mała ilość klientów na sali i promocje studenckie (-50% od 12:00-17:00). Tutaj zdecydowanie polecam dania mięsne i mrożoną kawę, mój #1! 



5. Pojnarówka


Mała "szklarnia", w której znajduje się kawiarnia. Tutaj możecie zjeść przepyszne ciasta i tarty, a także napić się dobrej kawy. Piękne wnętrze, przyjemny klimat i dobre jedzenie. Miejsce zdecydowanie przyciąga nieprzeciętnym wyglądem, więc jeśli chcecie spędzić trochę czasu w nietypowym otoczeniu lub zaskoczyć swojego towarzysza - to Pojnarówka jest strzałem w 10! Tutaj również polecam mrożoną kawę, a także ciasto.


To tylko kilka z moich ulubionych miejsc, ale do każdego z nich zapraszam! 

poniedziałek, 21 maja 2018

Prezenty: Dzień Matki

Prezenty: Dzień Matki

Cześć wszystkim!

Dzień Matki coraz bliżej, co za tym idzie - nadchodzi czas na poszukiwanie prezentów. Dziś krótko o tym, co według mnie idealnie sprawdziłoby się w tym zadaniu. Zapraszam!

Jeśli chodzi o okazje, które zdarzają się raz w roku, to uważam, że w prezenty z nimi związane jak najbardziej warto zainwestować.

1. Kosmetyki
Każda z nas uwielbia otrzymywać kosmetyki, to prezent uniwersalny i przede wszystkim użyteczny. W ostatnim czasie sama zaczęłam zwracać dużą uwagę na nawilżanie i odpowiednią pielęgnację cery, dlatego uważam, że krem lub serum pomagające zregenerować zmęczoną skórę i ją nieco rozpromienić to idealny pomysł na prezent. / Krem na noc Lancome Renergie, 346zł/50ml

2. Biżuteria
Nie każda kobieta jest fanką noszenia biżuterii na co dzień, ale z pewnością uwielbiamy dodatki jeśli chodzi o bardziej formalne wyjścia. Taki drobny element dodaje kobiecości i klasy, tym bardziej jeśli posiada delikatną i uniwersalną formę. / Daria Siwiak, EDGY 150zł

3. Perfumy
Perfum nigdy za wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety. :) Prezent tradycyjny, ale dzięki szerokiej gamie nut zapachowych podkreśla jednak różnorodność i indywidualność. Niszowe, mało znane perfumy dodatkowo dobrze podkreślą wyjątkowość osoby, która je nosi. / Jo Malone, 249 zł/30 ml

4. Zegarek
Praktyczny gadżet, który przydaje się każdego dnia. Możliwość spersonalizowania lub wygrawerowania napisu pod tarczą z pewnością podkreśli wartość sentymentalną tego prezentu. / Cluse, 382 zł

5. Gadżet ułatwiający przechowywanie
Mam tutaj na myśli kosmetyczkę, etui na karty lub okulary, aktówkę lub po prostu torebkę. Takie prezenty z pewnością docenią kobiety biznesu oraz spędzające dużo czasu w podróży. / Zofia Chylak, Kosmetyczka Pyton, 380 zł

6. Dekoracje
Dodatki do domu są prezentem tradycyjnym, ale wcale tradycyjnej formy przybierać nie muszą. Doskonałym przykładem na dodanie do wnętrza nuty innowacyjności jest Seria Gięta produkcji Modus Design. Szczerze polecam ją sprawdzić! / Modus Design, Wazon Gięty 99 zł


Dziękuję za uwagę i zapraszam na nowy post w kolejny poniedziałek! :)
Copyright © 2016 PAULINA KOBZA , Blogger